środa, 25 lipca 2018

Nie wszystko w życiu można dokładnie zaplanować

Ponad rok temu razem z mężem przechodziliśmy pewien kryzys w naszym życiu. Mieliśmy serdecznie dosyć tego kraju, wszystkich ludzi oraz tego co działo się w naszej pracy.
Pewnego luźniejszego dnia podjęliśmy dość niespodziewaną i ciekawą rozmowę na temat naszej przyszłości w tym mieście. Poczuliśmy, że chcemy czegoś innego, czegoś więcej od życia. Okropnie już zmęczyło nas to ciągłe pracowanie całymi dniami, długie podróże do i z pracy, monotonność. W tym momencie naszego życia bardzo potrzebowaliśmy odmiany i więcej spontaniczności. Choć muszę przyznać, że uwielbiam to miasto, jednak brak mi więcej przestrzeni, natury, dobrego i zdrowego jedzenia, znajomych i rodziny. No i tak podczas wymiany zdań, zdecydowaliśmy się na pewien dość odważny krok. Daliśmy sobie jeszcze rok na to aby coś się w naszym życiu zmieniło. Ostateczną datą miał być 1 kwietnia. Do tej daty chcieliśmy pozałatwiać wszelkie sprawy bankowe, mieszkaniowe, dać wypowiedzenie w pracy i wysłać wszystkie wartościowe przedmioty jakie nazbieraliśmy przez kilka lat mieszkania w Londynie, do domu do Polski. Na początku, pierwszego kwietnia mieliśmy polecieć na Bali na kilka miesięcy. Pewnie zapytacie: Po co? Po to, aby wyluzować się przed kolejnym etapem w życiu. Mieliśmy w planach udać się w jakieś zaciszne miejsce aby oczyścić ciała i dusze, nabrać dystansu do pewnych spraw. W tym magicznym i duchowym miejscu naszymi celami miały być częste medytacje i uprawianie jogi. Zamieszkalibyśmy w jakiejś małej willi mieszczącej się w okolicy Ubud, z widokiem na pola ryżowe oraz niesamowicie piękną i pełną dzikich zwierząt dżunglę. Jadalibyśmy świeże owoce i pili naszą ulubioną wodę kokosową.
Ten wyjazd do Azji miał być po to, aby zakończyć pewien dość trudny i pełen wyzwań okres, jakim był wyjazd do Anglii, a następnie zacząć nowe życie po powrocie do Polski.
 
Niespodziewanie, po paru miesiącach okazało się, że zostaniemy rodzicami i znowu nasze plany lekko musieliśmy pozmieniać. Nie mogę powiedzieć, że żałuję, że nie spełniło się to o czym rozmawialiśmy wcześniej. Stało się dokładnie to, co miało się stać. Jesteśmy szczęśliwi i wdzięczni za to, że udało nam się powiększyć rodzinę. Kochamy się jeszcze bardziej niż kiedykolwiek przedtem. Nasze marzenia o długim pobycie na Bali, o powrocie do domu spełnią się, tylko troszkę później i pewnie w innej kolejności.
To co się wydarzyło, nauczyło nas tego, że nic w życiu nie jest pewne i nic do końca nie można zaplanować. Zawsze może przytrafić się coś niespodziewanego. Musimy być tylko na to otwarci i niczego w życiu nie żałować.

poniedziałek, 2 lipca 2018

5 sposobów aby twój dzień nie był do końca zmarnowany

Rano, gdy wstajesz z łóżka, nie masz czasem takiego wrażenia, że to nie będzie twój dzień? Czujesz, że nie będzie on ani przyjemny ani produktywny? Wstajesz lewą nogą, nie wyspałeś się, masz zły humor, w twojej głowie masz pełną listę zadań do wykonania i zastanawiasz się tylko gdzie się schować i jak przetrwać te kilkanaście godzin?
Mam dla ciebie dobrą wiadomość! Taki poranek wcale nie musi oznaczać zmarnowanego dnia. Mam na to parę sposobów, które zostały przeze mnie sprawdzone. Uwierzcie mi, nie ma co popadać w depresję, użalać się nad sobą czy płakać po kątach. Lepiej przeczytaj poniższe przykłady i od razu weź się za robotę, przecież samo się nie zrobi.

 

I. Przestań myśleć negatywnie.
Negatywne myśli i emocje bardzo łatwo nam przychodzą i utrzymują się w naszej głowie. Musisz zmusić swój umysł do powstrzymania się od nich. Dzięki negatywom trudno jest cokolwiek zrobić, przez co dzień staje się mało produktywny. Zacznij myśleć pozytywnie i podpatruj innych ludzi jak radzą sobie z negatywnymi myślami. Postaraj się oszukać swój mózg i robić to samo co inni. Niech cię inspirują. Bierz z nich przykład!
 
II. Zacznij rozwiązywać problemy.
Jeśli natrafiasz na przeszkody to staraj się rozwiązywać je od razu, nie zostawiając ich na później, bo sam powrót do nich jest trudny, nie mówiąc o późniejszym stawieniu im czoła. Zastanów się, w jaki sposób możesz je rozgryźć, czy potrzebujesz czyjejś porady? Przeanalizuj je i zawalcz o ich  rozwikłanie. Nie martw się, jeśli nie uda ci się znaleźć rozwiązania od razu, czasem potrzeba więcej czasu. A może poproś kogoś o pomoc?
 
III. Popatrz na wszystko z innej strony.
Zmień myślenie, a zmienisz swoje życie. Zaczniesz inaczej postrzegać świat, swoje życie, problemy, zadania, jeśli tylko popatrzysz na nie z innej strony. Może wcale nie są tak trudne jak ci się to wydaje? Znajdź priorytety, ważniejsze punkty na liście. Wykonaj to co jest najistotniejsze, a jeśli później pozostanie ci jeszcze trochę czasu, ogarniesz resztę.
 
IV. Najpierw praca, później odpoczynek.
Postaraj się zrobić wszystkie ważne rzeczy na samym początku dnia. Wtedy masz świeży umysł i sporo energii. Lepiej gdy skupisz się od razu na pracy niż przesiadywać do późnych godzin nocnych. Po zrealizowaniu zadań masz czas dla siebie, znajomych, na odpoczynek i inne rozrywki.
 
V. Dodaj sobie energii.
Brak siły i energii łatwo przywrócić sobie robiąc sok z owoców, ulubioną kawkę lub kilkuminutowy trening (rozciąganie wystarczy). Możesz także posłuchać energetyzującej muzyki lub wyjść na spacer. Jeśli żaden z powyższych przykładów ci nie pasuje to znajdź swój sposób na szybie i efektywne wyzwolenie energii. Według mnie dzięki takim metodom szybciej, sprawniej i znacznie przyjemniej wykonasz swoje codzienne obowiązki.

Pamiętaj o tym, że nawet jeśli coś nie idzie po twojej myśli lub masz spadek energii, to nie wszystko jest jeszcze stracone. Wystarczą tylko twoje chęci i niezawodne techniki rozwiązania przeszkód. Spróbuj znaleźć w sobie potencjał, obudź w sobie radość z życia i tego co wykonujesz. Znajdź silną motywację, która ci w tym pomoże.

piątek, 8 czerwca 2018

Nasz mały wielki CUD

 
Piszę tylko kilka słów bo na nic więcej nie mam czasu. Te momenty są dla nas i chcemy je wykorzystać na budowaniu więzi i zbieraniu sił. Przed nami dość trudny i intensywny czas, więc chcemy być przygotowani na wszystko co się wydarzy.
 

     Godzina 12.35. Siedzę na łóżku, jem płatki śniadaniowe (tylko na to mnie w tym momencie stać i nie chcę tracić więcej czasu) i wpatruję się w naszego małego noworodka, który leży obok mnie zawinięty we flanelową miękką chustę. Zachwycam się swoim dzieckiem tak bardzo, że nie mogę oderwać od niego wzroku.
     Dzisiaj, dokładnie o 10.55 czasu londyńskiego minął 1 tydzień tego malucha poza moim brzuszkiem. Już cały tydzień jest z nami. Jakim cudem to tak szybko minęło?
     Każdy nasz dzień jest inny. Każdego dnia próbujemy się dogadać między sobą, szczególnie w nocy.
     Maluch jest taki silny, zdrowy i spokojny. Rozczula nas do łez (szczególnie mnie). Zakochaliśmy się w jego mimice twarzy, ciemno szarych oczkach, które obserwują wszystko dookoła. Jego każdy centymetr ciała jest czymś pięknym i idealnym. Taki mały CUD, który stworzony został z miłości.

sobota, 26 maja 2018

Jak przeżyć ostatnie miesiące ciąży? Moje sposoby.


Jeszcze na długo przed zajściem w ciążę, obawiałam się tego, jak będę wyglądała w tym czasie. Widziałam wiele dziewczyn, które przez cały ten okres wyglądały olśniewająco i kwitnąco, cieszyły się pełnią energii i czuły się fantastycznie. Spotykałam też dziewczyny, które czuły się fatalnie, wyglądały jeszcze gorzej, miały różne dolegliwości i cały czas cierpiały. Ten drugi "rodzaj" dziewczyn bardzo mnie zrażał do posiadania własnego dziecka i starałam się odwlec ten moment jak najdłużej. Jednym słowem czułam strach. Jednak okazuje się, że zarówno ciąża i z pozoru te ostatnie miesiące wcale nie muszą być takie trudne i bolesne.
Ja już jestem na samej końcówce ciąży, więc mogę podzielić się wami sprawdzonymi sposobami jak przetrwać te ostatnie miesiące, które dla niektórych kobiet mogą być bardzo uciążliwe.


Jak przeżyć ostatnie miesiące ciąży:

1. nadmierne tycie
Teraz wiem, że to, ile kobieta przytyje w ciąży, to bardzo indywidualna sprawa. Nie zawsze mamy wpływ na to ile i co jemy, czasem są to geny, czasem szczęście. Najważniejsze jest to, abyśmy nie zabraniały sobie jedzenia lub liczyły kalorii. Czasem potrzebujemy o wiele więcej posiłków niż mówią nam książki czy lekarze. Powinnyśmy raczej słuchać naszego ciała, ale nie ulegać wszelkim zachciankom (szczególnie na niezdrowe przekąski). Zresztą, po porodzie prędzej czy później pozbędziemy się nadmiaru kilogramów. Nie ma co się tym martwić na zapas. Ja nie przytyłam zbyt dużo, ale i tak odczuwam np. bóle kolan czy kręgosłupa. Ważne jest byśmy piły bardzo duże ilości napojów. Woda, domowa lemoniada, ziółka na trawienie są zdecydowanie lepsze niż gotowe sklepowe napoje czy soki lub kawa. Zwracajcie uwagę również na to co spożywacie. Zdrowe posiłki czy robione w domu przekąski będą znacznie lepsze i pełnowartościowe niż posiłki na mieście np. fast foody. Wiem, że to tak łatwo się mówi, bo sama podczas pierwszych miesięcy żywiłam się tylko i wyłącznie słodyczami i frytkami. Tylko po tym czułam się znośnie. A przecież musiałam coś jeść. Jednak, jeśli pod koniec ciąży czujemy się na siłach, to przyrządzajmy posiłki w domu.

2. rozstępy związane z szybkim przybieraniem na wadze
Tak naprawdę możemy mieć predyspozycje genetyczne do tego czy rozstępy się pojawią, czy nie. Czasami nawet przy intensywnej pielęgnacji skóry mogą się i tak pojawić linie, które prawdopodobnie pozostawią stały ślad na twoim ciele. Jednak nie ma co się tak tym stresować i zaprzątać sobie nimi głowy. Większość dziewczyn ma rozstępy i z dumą opowiadają o nich, a poza tym są one tak jakby historią waszego życia. Także jeżeli wasze rozstępy nie wyglądają paskudnie i nie są ogromne to po prostu zaakceptuj je. Ja na szczęście nie mam żadnych nowych rozstępów na ciele. Myślę, że to jest też zasługa moich dość regularnych ćwiczeń przed ciążą. Dobrze rozciągnięte ciało i skóra niesamowicie w tym pomagają. Z pewnością pomogły również kremy przeciwko rozstępom i masaże. Ja zakupiłam najtańszy balsam do masażu dla kobiet w ciąży, a do tego używałam oleju z migdałów. Moim zdaniem, nie musicie wydawać kilkuset złotych na drogie kosmetyki, one wcale nie muszą być lepsze. Tutaj raczej chodzi o odpowiednie nawilżenie, ujędrnienie, odżywienie i wymasowanie skóry. Oczywiście regularne!

3. aktywność fizyczna
Ten punkt jest bardzo istotny w trakcie ciąży (bo pomaga utrzymać prawidłową wagę i formę), podczas porodu (masz dość siły na ogromny wysiłek fizyczny), po porodzie (pomaga w powrocie do formy i utratę zbędnych kg). Moje ciało niestety odmówiło dalszych ćwiczeń podczas ciąży, a ja jakoś nie próbowałam powrócić do nich. Powiedziałam sobie, że nic na siłę i po prostu odpuściłam. Poza tym bardzo dużo i intensywnie pracowałam prawie do 8 miesiąca, więc myślę, że moje ciało już i tak wystarczająco miało dużo ruchu. Jeśli nie robicie ćwiczeń to przynajmniej dużo się ruszajcie, np. chodźcie na długie spacery, pływajcie w basenie. Te sposoby aktywności są podobno jedne z najbardziej bezpiecznych i polecanych sposobów przez lekarzy.

4. opuchnięcia ciała
Jest to dość częsta przypadłość kobiet w ciąży, szczególnie w ostatnich miesiącach lub tygodniach ciąży. Aby temu zapobiec powinnyśmy odpowiednio nawadniać organizm, odpoczywać z nogami uniesionymi do góry, dużo się ruszać, regularnie masować ciało, robić naprzemiennie ciepłe i zimne prysznice. Sama raz miałam z tym problem, że okropnie spuchły mi kostki i ta opuchlizna utrzymywała się przez kilka dni. Pomogły mi właśnie masaże stóp i łydek oraz uniesienie nóg do góry. Mój problem był jednak powodem długiej pracy na stojąco i jak tylko zmieniłam tryb pracy oraz zwiększyłam ilość przerw, wszystko ustąpiło. Teraz tak naprawdę pod sam koniec ciąży tylko lekko twarz mi się zaokrągliła, a dzięki powyższym wskazówkom obyło się bez większych problemów.

5. odpoczynek
Odpoczynek jest najważniejszy w trakcie ciąży kobiety, tak samo jak i wysypianie się. Pozwalają na zregenerowanie się i zebranie sił na najważniejszy moment jakim jest sam poród. Dzięki odpowiednio długim odpoczynkom możemy pozbyć się opuchnięciom, stresom, wszelkim bólom np. kręgosłupa. Jeśli macie możliwość pójścia na urlop macierzyński czy zdrowotny wcześniej, to nawet nie wahajcie się podjąć tej decyzji. Codzienne wstawanie o świcie, jazda publicznymi środkami transportu może być bardzo wycieńczające, stresujące jak i niebezpieczne. Ja nawet sobie nie wyobrażam, żebym mogła chodzić do pracy przez ostatnie miesiące. Zdecydowanie lepiej poodpoczywać.
 


6. torba do szpitala
Walizka lub torba, którą zabierzemy ze sobą do szpitala powinna być spakowana i gotowa dużo wcześniej. Kompletowanie rzeczy dla siebie, dziecka i partnera powinnyśmy zacząć dość wcześnie aby nie robić tego później w pośpiechu, tym bardziej, że nigdy nie wiadomo kiedy wylądujemy w szpitalu. Listę najpotrzebniejszych rzeczy znajdziecie w internecie, powie wam położna lub najbliższa koleżanka. Nie zwlekajcie z jej przygotowaniem.

7. poproś o pomoc
Nie krępujcie się prosić kogoś o pomoc. Dla mnie szczególnie ostatni miesiąc jest dość ciężki i nawet zwykłe wyjście do sklepu po zakupy lub na spacer staje się mocno uciążliwe. Nie wspomnę nawet o sprzątaniu mieszkania. Wszystko staje się ciężkie i jest nam niewygodnie. Nie bójcie się przyznać się, że macie problem lub źle się czujecie. Macie do tego prawo!
 

8. wrzuć na luz!
Nie przejmuj się niczym. Zajmij się tylko sobą. Daj sobie spokój ze wszystkim, z pracą, spotkaniami czy wyjazdami. Ostatni miesiąc lub kilka tygodni spędź raczej blisko domu i z kimś kto pomoże ci w niektórych sytuacjach. To już jest czas relaksowania się w ogródku lub na balkonie z dobrą książką lub filmem. Czas spędzony na dworze, w cieniu pod kwitnącym drzewem można wykorzystać na drobne przyjemności tj. drzemkę lub zjedzenie pysznego posiłku. Unieście nogi w górę lub połóżcie się w hamaku i wsłuchajcie się w naturę. To chyba najlepszy odpoczynek jaki możecie sobie zafundować w tym momencie, i w dodatku jest za darmo!
 



Trzymam za was kochane kobiety kciuki w tych najtrudniejszych momentach. Wiem, że wszystkie damy sobie radę. I pamiętajcie, że to tylko chwilowe i nie będzie trwać wiecznie.


   
 
 




 




piątek, 18 maja 2018

Piankowy deser o smaku mango

Od zawsze lubiłam ptasie mleczko. Gdy kupuję pudełko o waniliowych smaku ledwo hamuję się przed wciśnięciem całego na raz. Nie mam pojęcia co w nich jest takiego wciągającego. Może tak podziałały na mnie reklamy w telewizji, że podczas ich jedzenia czuję się jakbym była w siódmym niebie? Może.
 
Niestety nie znam jeszcze sposobu na zrobienie ptasiego mleczka w domowej wersji, która byłaby zdrowa i dietetyczna, ale ostatnio udało mi się stworzyć deser o podobnej konsystencji pianki. W zupełnie innym smaku ale myślę, że równie dobrze może zastąpić ten znany chyba w całej Polsce smakołyk.
 
Aby taki deser miał konsystencję pianki należy przygotować go na bazie orzeszków nerkowca i mleka kokosowego, ale o tym wszystkim dowiecie się poniżej.
 

Mus o smaku mango
 
Potrzebujesz:
- 1 dojrzałe mango
- 1 puszka mleka kokosowego
- garść orzechów nerkowca
- 5 sztuk suszonych daktyli
- 1 banan
 
Przygotowanie:
1. Orzechy nerkowca i daktyle namocz przez kilka minut we wrzącej wodzie. Dzięki temu pozbędziesz się przynajmniej części chemikaliów, którymi są pokryte oraz staną się bardziej miękkie, dzięki czemu będą łatwiejsze do zblendowania.
2. Użyj schłodzonego mleka kokosowego (tylko część stałą a płyn, który pozostanie na dole możesz użyć do innego smoothie lub go wylać).
3. Wszystkie składniki wrzuć do blendera i zmiksuj na gładko. Nie dodawaj żadnego płynu bo chcemy uzyskać piankę a nie owocowe smoothie.
4. Po kilku minutach blendowania powinna utworzyć się piankowa konsystencja deseru. Następnie przełóż do miseczek lub zjedz ze smakiem prosto z blendera!

 
Smacznego!



 

poniedziałek, 7 maja 2018

Jakiego życia chcesz dla siebie?

Siedzę sobie w przydomowym ogródku Zen i rozmyślam nad tym jak będzie wyglądało moje życie za jakiś czas, za parę miesięcy po narodzinach maluszka i za kilka lat.
 
 
Na pewno chcę żyć pełnią szczęścia i miłości. Chcę życia w zdrowiu i spełnianiu marzeń. Chcę życia wypełnionego po brzegi słońcem i radością. Chcę, aby moje życie było pełne spotkań z rodziną i znajomymi. Chcę poznawać nowych inspirujących mnie ludzi. Chcę odznaczać nowe miejsca na mapie świata i szaleć z radości na samą myśl o ciekawych podróżach.
Na pewno za parę tygodni moje życie zmieni się i to diametralnie. Na pewno zakocham się w tym małym człowieku, ale także jestem świadoma tego, że będę zmęczona, niewyspana i walcząca z nadprogramowymi kilogramami (choć wiem, że to nie jest najważniejsze). Wiem, że te momenty jednak będą chwilowe ale za to będą wypełnione troską, miłością oraz uśmiechem.
Mimo tego co się stanie za jakiś czas, chcę nadal się rozwijać, stworzyć bloga jakiego zawsze chciałam mieć, a nigdy nie miałam na niego czasu. Chcę dalej chodzić na różne rozwijające kursy i samodoskonalić siebie.
A co będzie za parę lat? Może przeprowadzka do Polski, na którą nie możemy się doczekać. Może otworzymy własny biznes albo znajdziemy pracę marzeń. Może zamieszkamy na wsi w małym domku, z dala od wszelkich pokus.
Chcę żyć w zdrowym miejscu, blisko natury, która tak wspaniale motywuje i pobudza zmysły. Chcę życia w zgodzie ze sobą, bez zbędnych rozpraszaczy i dorównywaniu innym. Chcę żyć tak, aby nie martwić się o przyszłość, o tę finansową szczególnie. Jako przyszła mama chcę zapewnić rodzinie ciepły i bezpieczny kąt oraz życie pełne zdrowia i harmonii.
Ale jak to wszystko zrobić?
Nie ma na to jednej prostej odpowiedzi. Nie będę też odkrywcza jeśli powiem, że należy do tego wszystkiego dążyć we własnym tempie, w zgodzie ze sobą i swoimi przekonaniami. Jeśli naprawdę chcemy tego dla nas i naszych najbliższych, to prędzej czy później to się stanie ale tylko wtedy gdy będziemy o to dbać, uparcie realizować plany i nie poddawać się przy napotkanej przeszkodzie. Nie wszystko układa się zawsze po naszej myśli i tak szybko jak byśmy tego chcieli, ale nasz cel jest tego wart! Im trudniej będzie nam do niego dotrzeć, tym bardziej satysfakcjonujący będzie efekt końcowy.
 
 
 
 
No dobra, to teraz pytanie do was, jakiego życia wy byście chcieli dla siebie i dla waszych bliskich? Snujecie jakieś życiowe plany, czy żyjecie każdym dniem i nie przejmujecie się co będzie jutro? Jeśli macie jakieś cele na życie to koniecznie zdradźcie jak do nich dochodzicie? Macie jakieś sprawdzone sposoby? Zostawcie komentarz pod spodem bo jestem bardzo ciekawa waszych podpowiedzi.

 


niedziela, 22 kwietnia 2018

Kochamy cię wiosno za...

Nieważne czy nadejdzie powoli z końcem marca lub kwietnia, czy gwałtownie w maju i od razu z 20 stopniowym upałem. Najważniejsze, że jest, że przyszła i zagościła na stałe.
 
Tak długo czekaliśmy na ciebie WIOSNO!
 


Kochamy cię wiosno za: pierwsze ciepłe promyki słońca, które ogrzewają twarz podczas spaceru i za nieśmiało przenikające promienie przez firanki rzucające cień na domowej podłodze. To najpiękniejszy widok o poranku.
 
Kochamy cię wiosno za: latające i śpiewające ptaki, które umilają nam każdy spacer i przesiadywanie na tarasie. To najpiękniejsza i najprzyjemniejsza muzyka dla uszu.
 
Kochamy cię wiosno za: otwarte okna i balkony w domu, przez które czujemy ciebie bardziej. Świeże i czyste po zimie powietrze wypełnia cały dom i nasze płuca. W końcu możemy odetchnąć pełną piersią.
 
Kochamy cię wiosno za: możliwość uprawiania sportu na świeżym powietrzu. Dopiero teraz mamy ochotę biegać, grać w piłkę, jeździć na rowerze. Czujemy się zdrowsi i gotowi do nowych wyzwań.
 
Kochamy cię wiosno za: długie spacery podczas których nie marzniemy i nie chowamy się pod ciemnymi parasolami. Robimy pierwsze grille i pikniki na trawie ze znajomymi.
 
Kochamy cię wiosno za: dodanie kolorów do naszego życia. Zielone pąki na drzewach, pierwsze liście oraz trawa, która zaczyna rosnąć jak oszalała.
 
Kochamy cię wiosno za: pierwsze kwiaty, które radośnie wyrastają ze zmrożonej ziemi.
 
Kochamy cię wiosno za: wiosenne sprzątanie w domu, które wprowadza do wnętrza świeżość i zapach. Dzięki temu jesteśmy gotowi na przyjęcie cię w pełni i oczekiwanie na letnie upały.
 
Kochamy cię wiosno za: dłuższe dni, które nam dajesz. Nagle okazuje się, że mamy więcej czasu dla siebie, na czytanie, spacery, relaks w ciszy.
 
Kochamy cię wiosno za: zapachy, których nie da się w żaden sposób opisać. Czy tak pachnie wiatr, słońce czy rośliny?
 
Kochamy cię wiosno za: dźwięki, które słyszymy od wschodu do zachodu słońca. Dźwięki natury są tak uspokajające i wyciszające. Czasami aż boli nas od nich głowa, ale i tak pragniemy ich więcej i więcej.
 
Kochamy cię wiosno za: pierwsze podróże poza miasto na wieś, działkę nad jeziorem lub wypad w góry. Za pierwsze działkowe dźwięki, koszenie trawników, remonty w domkach i stukanie naczyń, które ogłaszają nadchodzący posiłek, który będzie spożywany na powietrzu.
 
Kochamy cię wiosno za: suszenie prania na dworze, które później tak bardzo pachnie tobą.

 
 
Wiosno - dajesz nam tyle siły i energii. Rozbudzasz nasze ciała i myśli. Chcemy wciąż próbować czegoś nowego, chcemy działać i iść do przodu.
Widzimy jak wszystko rośnie i budzi się z zimowego snu. Patrzymy jak przyroda się zmienia i nagle zachciewamy tego samego. To jest czas dla nas. Czas, którego nie możemy zmarnować.

niedziela, 15 kwietnia 2018

Bananowe placuszki

Od kiedy tylko pamiętam byłam miłośniczką wszelkich placuszków, naleśników i racuchów. Najlepiej jak była w nich mąka, jajka, mleko i dużo cukru. Miłość do takiego jedzenia pozostała do dzisiaj, jednak zamieniam kilka składników na inne, przez co moje potrawy wcale nie są gorsze w smaku, lecz są zdrowsze i pożywniejsze.
 
A wy lubicie placuszki? Jeśli wasza odpowiedź brzmi TAK, to zapraszam na przepis, który jest poniżej.
 
 
Bananowe placuszki 6-8 sztuk
 
Potrzebujemy:
- 1 duży dojrzały banan
- 2 łyżki ekologicznych płatków jaglanych (lub innych)
- 1 łyżka karobu (lub kakao bez cukru)
- 1 jajko
- szczypta proszku do pieczenia
- olej kokosowy
 
Przygotowanie:
Widelcem rozgniatamy banana, dosypujemy płatki jaglane, karob oraz proszek do pieczenia, a na koniec jajko. Wszystkie składniki dokładnie mieszamy ze sobą. Nie przejmujcie się jeśli pozostaną większe grudki banana.
Smażymy placuszki z obu stron na patelni na rozgrzanym oleju kokosowym.
 
Dodatkowo użyłam:
orzechów, migdałów, gruszki, ekologicznego masła orzechowego z kakao.
Aby uzyskać taki efekt jak na zdjęciach, posmarowałam każdy placuszek masłem orzechowym i ułożyłam jeden na drugim. Następnie przyozdobiłam płatkami migdałów, orzechami włoskimi i plastrami słodkiej gruszki.





 
Deser, który również może być słodkim śniadaniem wyszedł fantastycznie. Jest smaczny, w miarę słodki, choć nie użyłam ani grama cukru, i mega sycący. Możecie zjeść wszystkie placuszki samemu lub podzielić się nimi z kimś. Około 8 placuszków w zupełności wystarczy na niezbyt duży posiłek dla dwóch osób. Spróbujcie sami.
Jest to posiłek z małej ilości składników (możecie dodać do nich co tylko macie w domowych szafkach kuchennych) i bardzo szybki w wykonaniu.
 
No i jak wam się podoba mój pomysł??

piątek, 13 kwietnia 2018

Co u mnie? Ósmy miesiąc ciąży

   Ósmy miesiąc mija, a ja nawet nie wiem kiedy to zleciało. Tak naprawdę ten tekst zaczęłam pisać miesiąc temu i dokładnie miesiąc zajęło mi go dokończenie i przelanie na bloga.
   Od pięciu dni jestem już na macierzyńskim. Ze względu na charakter wykonywanej pracy nie mogłabym sobie już pozwolić na bezpieczną i wygodną pracę. Odeszłam wcześniej również dla wygody, chcę odpocząć przed porodem i nacieszyć się jeszcze tym cudownym stanem, jakim jest bycie w ciąży.
   Czas tak szybko zleciał, a pamiętam jak jeszcze nie tak dawno temu robiłam w nocy test ciążowy, na którym ujrzałam piękne granatowe dwie kreseczki. Pamiętam też jak przez pierwszy miesiąc nie miałam zielonego pojęcia co dzieje się ze mną i z moim ciałem. Nawet nie podejrzewałam, że tak czuje się i zachowuje kobieta w ciąży, a tylko ze względu na to, że miałam także inne objawy niż standardowo opisane w książkach. Nawet silne bóle głowy nie przemówiły do mnie. Miałam szybsze bicie serca gdy tylko się zatrzymywałam. Na początku ciąży odżywiałam się jedynie czekoladą, owocami, pizzą i frytkami. Nic innego nie mogłam przełknąć i tylko po tym w miarę dobrze się czułam. Pierwsza wizyta u położnej i na wadze 7kg mniej. Szok i niedowierzanie, że na fast foodach i na słodkim jedzeniu można schudnąć.
 
   Przez dość długi okres czasu (chyba ze dwa miesiące) ledwo co dawałam radę fizycznie i psychicznie. Przesypiałam całą drogę powrotną z pracy do domu, zaczęłam miewać bardzo realistyczne koszmary senne.
   12 tydzień ciąży. Pierwsza wizyta na USG upłynęła nam na płaczu podczas samego badania jak i po, gdy powiadomiłam rodziców o ciąży. Pierwsze bicie serca jakie usłyszeliśmy (najpiękniejsza melodia dla uszu) i oglądanie maleńkiego kręgosłupa wyglądającego jak paciorki, jeszcze nie rozwiniętego mózgu w kształcie motyla, to było najpiękniejsze co mogło nam się przydarzyć.
 
   Poczułam pierwsze bąbelki w brzuchu, które zaraz po tym zamieniły się od razu w dość intensywne kopniaki. I tak intensywnie maluch kopie do dnia dzisiejszego. To cudowne uczucie, pomimo bólu, który czasem temu towarzyszy.
   Mijały kolejne wizyty i badania z tutejszą położną. Na drugim USG spędziłam ponad dwie godziny bo maleństwo ułożyło się pleckami, a lekarka nie chciała mnie wypuścić zanim nie obejrzy dokładnie małego serduszka. W tym dniu poznaliśmy także płeć dziecka: It's a BOY!!! Pani powiedziała, że ewidentnie widzi coś między nogami. To było dla nas wielkie zaskoczenie bo podejrzewaliśmy, że jednak będziemy mieć dziewczynkę. Mieliśmy przygotowane nawet imię. Okazało się, że jednak moje rodzinne geny nie są aż tak mocne (same dziewczynki i wnuczki). Zupełnie nie miałam pomysłu na chłopięce imię, na szczęście Wiktor miał pomysł, który od razu mi się spodobał. Leon, Leoś, Leo. Jak lew, jego znak zodiaku. Jest krótkie, pasujące do naszego długiego nazwiska.
 
   Niedawno zostałam wysłana na kolejne, dodatkowe USG ze względu na dość szybko rosnący mój brzuch (podobno wyszłam poza normę). Leo jest silny, zdrowy i dość duży, jak się okazało po badaniu (ale i tak wszystko mieści się w normie). Radość była przeogromna, że znów ujrzeliśmy nasze maleństwo. Jest cudowny.
   Kilka tygodni temu odwiedziliśmy szpital, w którym mam zamiar rodzić. Było to spotkanie z jedną ze szpitalnych położnych, która opowiadała nam jak to wszystko będzie wyglądało, gdzie się zgłosić, co jest dostępne, itp.  Zobaczyliśmy również dwie sale porodowe z wanną, na której mi najbardziej zależy. Wizyta była ciekawa, choć już większość tematów, które poruszała położna były mi znane.
  Wczoraj wieczorem złożyliśmy łóżeczko dla malucha i przygotowaliśmy parę innych rzeczy. Widok łóżeczka o poranku dosłownie nas rozczula. Już nie możemy się doczekać ale również lekko stresujemy się tym wszystkim.
  

   Bycie w ciąży jest cudownym przeżyciem, jeśli nie ma się jakiś większych problemów zdrowotnych. Chyba jeszcze nigdy nie byłam przez tak długi okres szczęśliwa. Każdy dzień przynosi coś nowego. Szkoda tylko, że nie udało się zrobić zdjęć "brzuszkowych" i nie będę mieć Baby Shower, na które tak bardzo liczyłam. Wszystkie te rzeczy mogłabym zrobić w Polsce, gdzie jest rodzina, znajomi. Tutaj jest to niewykonalne. Niestety do Polski nie mogę polecieć już samolotem bo niektóre linie lotnicze nie wpuszczają na pokład kobiet w zaawansowanej ciąży.
   Mam przed sobą kilka tygodni i mam zamiar odpoczywać, nadrabiać wszelkie zaległości książkowe oraz blogowe. Chcę spędzać czas na dworze i chodzić na basen, co podobno świetnie relaksuje i odprężą.
 
I tym sposobem kończę dzisiejszy post. Mam nadzieję, że nie zanudziłam was moimi ciążowymi przeżyciami.
Miłego dnia Kochani i do zobaczenia wkrótce.
 

sobota, 31 marca 2018

DIY: Wielkanocny stroik na jajka



 
Święta zaczęły się, a ja znowu nie wyrobiłam się z przedświątecznymi wpisami na blogu.
Podczas ciąży stałam się taka niezorganizowana, że aż sama źle się z tym czuję.
Przygotowania do Świąt zaczęliśmy wczoraj po pracy. Niestety zamiast świętować i odpoczywać, musieliśmy zacząć gotowanie, sprzątanie i dekorowanie mieszkania. Jednak, mimo to, że zaczęliśmy późnym wieczorem, nie przeszkodziło nam w szybkim ogarnięciu wszystkiego, a w dodatku w dobrym humorze. 



Zrobiliśmy wegetariański pasztet z soczewicy, z bloga Jadłonomi oraz dwie sałatki z jajkami. Przygotowałam również dekoracje świąteczne na stole. Resztę kończymy dzisiaj. Zaraz zabieram się za nastawienie żurku i upieczenie mazurka. A reszta, niech się dzieje!! Będzie miło, spokojnie i przyjemnie.
 
Teraz na szybciutko jeszcze przed rodzinnym obiadem mam dla was pomysł na stroik na jajka. Wykonanie go zajmie wam dosłownie 2 minuty albo nawet i mniej. A więc do roboty!
 
WIELKANOCNY STROIK NA JAJKA
 


Potrzebujecie:
 
- sznurka papierowego lub wstążki (ja użyłam kolorowego sznurka, który będzie mi pasował kolorystycznie do dekoracji na stole)
- drewnianych kulek lub starego góralskiego naszyjnika lub innych korali w dużym rozmiarze (ja wzięłam do tego drewnianych kulek, które można pomalować lub okleić)




Przygotowanie:
 
Nawlekacie na sznurek korale (mi wystarczyło tylko 6 sztuk korali), związujecie mocno końce, robicie kokardkę i przycinacie za długie końcówki sznurka.
 





 
I oto efekt końcowy. Możecie ułożyć w nim jajko lub być bardziej kreatywnym i zastosować go jako inny dekoracyjny stroik świąteczny.
Ja lecę robić mazurka a Wam Kochani życzę:
 

Wesołych oraz Radosnych
 Świąt Wielkanocnych w gronie najbliższych.
 


środa, 28 lutego 2018

Nasze wakacje w Meksyku, czyli jak odpoczywaliśmy na urlopie


Tegoroczny wyjazd do Meksyku będąc w 3 miesiącu ciąży upływał pod hasłem "relaks". Kupując bilety lotnicze kilka miesięcy wcześniej nie wiedziałam, że jestem w ciąży, więc nasze plany podróży troszkę się zmieniły. Przed wyjazdem zdecydowaliśmy się, że nie będziemy tym razem za wiele podróżować po kraju, tylko skupimy się na zregenerowaniu i uspokojeniu myśli przed nowym etapem w naszym życiu.
 
Zdecydowaliśmy się odwiedzić dobrze już nam znane miejsca, gdzie czuliśmy się dobrze i bezpiecznie. Nie wybieraliśmy żadnych nowych miejscowości, aby nie narażać się na niepotrzebny stres.
 
Odwiedziliśmy bardzo popularną miejscowość na Jukatanie Playa del Carmen, gdzie najadaliśmy się do syta. W tym miasteczku jest wiele knajp, restauracji tych tańszych i droższych oraz street food'u. Ja z tego ostatniego zrezygnowałam z wiadomych względów. Odwiedziliśmy naszą ulubioną, dość drogą i chyba najbardziej znaną restauracje Frida Kahlo. Jak zwykle nie zawiedliśmy się ani na wyglądzie, smaku potraw, ani na obsłudze lokalu.
 
Kolejną miejscowością było Tulum. Miasteczko urokliwe, niewielkie, z najpiękniejszymi plażami na półwyspie. Zakochaliśmy się w tym miejscu już podczas poprzedniego przyjazdu do Meksyku. Może nie ma za bardzo co robić w tej okolicy i jedzenie może nie jest tak fantastyczne jak w większych miastach, ale hotele i knajpeczki usytuowane przy plażach po prostu zachwycają zarówno wyglądem jak i menu. 
 
Przez cały tydzień w Tulum niesamowicie zażyliśmy relaksu. Codzienne spacery po plaży, kilkugodzinne leżenie na leżakach na słońcu i wsłuchiwanie się w muzykę natury, spowodowały nasze totalne wyciszenie się. To niesamowite, jak kilka dni w tak naturalnym i osobliwym miejscu może pozytywnie zadziałać na ludzki umysł.
Zdjęcia, które zobaczycie poniżej mówią same za siebie.
 
 

Na tych zdjęciach to jedna z pierwszych plaż zaraz obok Majańskich Ruin w Tulum. Niestety, podobnie jak na Bali, ludzie wywęszyli zarobek więc zamiast pustej plaży, którą kiedyś widzieliśmy, była już plaża pełna stolików i barów.


To ta sama plaża, ale już kawałek dalej. Było mniej ludzi i znaleźliśmy super huśtawkę, gdzie udało nam zrobić niezwykłe zdjęcia i przeżyć cudowne chwile.
 
 

Zdjęcia powyżej zrobiliśmy tego samego dnia będąc w ruinach Majów w Tulum. Jakimś cudem udało nam się pstryknąć kilka fotografii bez innych turystów. Miejsce tak magiczne i zjawiskowe jak na zdjęciach. Ja byłam zachwycona, a jak wam się podoba?
 


 A te zdjęcia zrobione były po cudownym dniu pełnym opalania się i kąpieli w słonej wodzie oraz cudownym odpoczynku na leżaczkach w Posada Margerita. Plaża jak widzicie jest rozległa i dość pusta. Więcej ludzi można spotkać tylko przy plażowych knajpach zaraz przy dużych hotelach, a poza tymi miejscami to jest tak pusto jak na tych zdjęciach. I to jest w tym wszystkim najlepsze. Można wszędzie rozłożyć się z ręcznikiem, poopalać toples i nie przejmować się innymi ludźmi.


 Na zdjęciach powyżej możecie zobaczyć znowu mnie, tym razem na tle białej, nijakiej ściany w centrum miasteczka Tulum. W tym momencie słońce było tak masakrycznie palące i było tak bardzo duszno, że butelka wody i chowanie się w cieniu było mega zbawienne.



 A oto jeszcze jedno miejsce, w którym zażywaliśmy relaksu calutki dzień.  Miejsce o nazwie Coco Tulum to bajecznie piękna knajpa na plaży. Białe meble plażowe, huśtawki i bar idealnie wpasowują się w meksykański styl plażowy. W głośnikach leci chilloutowa muzyka, kelnerzy roznoszą drinki, a wszyscy odpoczywający czują się bardzo przyjemnie. Miejscówka idealna do zdjęć i imprez o zachodzie słońca.


Powyższe fotografie to zlepek innych miejsc w Tulum. Meksyk jest krajem gdzie nie tylko jest ogrom miejsc do zwiedzania, ale także jest odskocznią od codzienności, gdzie można się odprężyć i odsapnąć. Polecam Półwysep Jukatan, szczególnie porą zimową ze względu na niższe, ale jak dla Europejczyków i tak upalne dni, przepyszne i świeże jedzenie oraz, jak dla mnie najważniejsze, nieziemskie miejsca wypoczynkowe.