poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Jak wyglądałoby moje życie gdybym mieszkała w Bangkoku?

 

Czy myśleliście sobie kiedyś, co by było gdybyście mieszkali gdzieś indziej, gdzieś gdzie jest zupełnie inny klimat, inni ludzie, i inne jedzenie?
Podczas jednego z pierwszych dni w Bangkoku, leżąc sobie na leżaku przy basenie, który mieścił się w samym centrum miasta, naszło mnie na pewne rozmyślania. Nie mogłam uwierzyć, że znowu jestem w tym miejscu i pełna podziwu nad tym miastem, ludźmi i jakże inną od naszej kulturą, przyszło mi do głowy parę pomysłów i jednym z nich było to czy by nie zamieszkać właśnie w tym miejscu.
Bangkok jest taki inny niż te nasze europejskie miasta. Bangkok to miasto tak bardzo głośne i kolorowe, gdzie żar leje się z nieba i oblepia cię wilgotne powietrze. W niektórych miejscach jest bieda i smród, w innych marmur i obsługa otwierająca drzwi i serwująca zimnego drinka. 
 
Gdybym zamieszkała w Bangkoku to codziennie kupowałabym na straganie owoce. Przechadzając się po China Town popijałabym świeżo wyciśnięty soki z granatów. Po mieście przemieszczałabym się kolorowym tuk-tukiem. Prawdopodobnie codziennie musiałabym odganiać się od natrętnych sprzedawców mówiąc, że jestem miejscowa i niczego nie potrzebuję.  Kupowałabym wodę w sklepie 7eleven bo jest on na każdym kroku. Kolacje jadałabym na mieście, najlepiej pad thai lub thai massaman curry na mleku kokosowym.  Chodziłaby po muzeach podziwiając tajska kulturę i sztukę. Wieczorami nakładałabym wieczorową sukienkę i jeździłabym do nowej części miasta, do jednego z najwyższych hoteli aby napić się drinka. Najlepszym miejscem jest jeden ze Sky Barów. Z ostatniego piętra hotelu można podziwiać najpiękniejsze zachody słońca i miasto nocą. Na zakupy jechałabym na największy weekendowy market Chatuchak Market, na którym znajdziemy wszystko, począwszy od jedzenia, ubrań, po przedmioty do domu. I jedną z najprzyjemniejszych czynności byłoby odwiedzanie tajskich Świątyń, w których chodzi się boso i w ciszy modli się do jednego z Buddy. Pewnie całymi dniami przechadzałabym się po uliczkach i fotografowałabym ludzi, budynki i jedzenie. Pewnie prowadziłbym też bloga lub fotobloga z tego fascynującego i zaskakującego miasta. W upalne i słoneczne dni wylegiwałabym się na basenie na dachu budynku, relaksowałabym się, piła lemoniady z zabawnych buteleczek i patrzyłabym na zachodzące słońce. Nocą imprezowałabym na najsłynniejszej ulicy Khao San Road, gdzie leci muzyka na żywo z co drugiej knajpy, są kluby i najsmaczniejsze jedzenie. Po męczącym dniu oddawałabym się wieczornym masażom w salonach, które są na każdym kroku.
 
 
 

2 komentarze:

  1. Ach te świeże owoce i pyszny pad thai zjadany na ulicy... tęsknię za tym bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo, ze dość niedawno wróciłam to też już tęsknie

      Usuń

Dziękuję bardzo za twój komentarz.

xoxo, Basia