niedziela, 1 stycznia 2017

Jak wyglądał nasz dzień offline

Pamiętacie jak jakiś czas temu zaproponowałam Wam offline day? Chodziło w tym o to, aby na cały dzień odciąć się od wszelkich pokus z zewnątrz, od internetu i wszystkich portali społecznościowych. Należało w taki dzień wyłączyć telefon komórkowy i zamienić "muszę" na "chcę". To miał być dzień na całodobowy odpoczynek od zaśmiecających nas informacji, reklam i plotek. Jedzenie miało być lekkie i zdrowe. Reset totalny z zadbaniem o swoje ciało i umysł.
 
Podjęliśmy się tego wyzwania i można powiedzieć, że prawie w 100% nam się to udało. Opowiem Wam jak to wyglądało.
 
Oczywiście wybraliśmy na taki dzień wolny od wszystkiego nasz wspólny dzień wolny od pracy, co by łatwiej było to przetrwać. Na początku obawiałam się, że to będzie bardzo trudne ale później okazało się co innego. To ja zatrzymywałam rękę Wiktora przed sięgnięciem za telefon w celu sprawdzenia poczty służbowej i innych wiadomości. Nie wyłączyliśmy telefonów bo chcieliśmy tak łagodnie wejść w to jednodniowe postanowienie, i żeby już na samym początku się do tego nie zniechęcić. Ja wieczór wcześniej poinformowałam rodzinę, że będę cały kolejny dzień niedostępna. Przyjęli to do wiadomości i zrozumieli. Przez cały dzień zerknęłam do telefonu może ze dwa razy sprawdzając tylko czy nie ma ważnych wiadomości. I na tym koniec.
 
 
Rano zjedliśmy lekkie i zdrowe śniadanie po bardzo długim odespaniu całego tygodnia w pracy. Czyli już kolejny punkt zaliczony, odpoczynek i regeneracja. Obyło się bez porannego zerkania na instagram czy fb. Nagle, jak ręką odjął, skończyła się chęć podglądania tego co robią inni ludzie, znajomi czy też nie. I zrobiło mi się lżej. Ta ciągła ochota na zerkanie co u innych jest bardzo męcząca i uzależniająca. O tym jednak zdajemy sobie sprawę już jak w to wsiąkniemy lub w takie dni jak ten, wolny od wszystkiego.












Później postanowiliśmy wyjść na spacer mimo bardzo mroźnej jak na Londyn pogody (-8C). Ubrani na cebulkę, bez torebki, złapałam zakurzony aparat i wyszliśmy przed siebie. Nawet nie wiecie jaką sprawiło mi przyjemność robienie zdjęć lustrzanką, której dawno nie używałam. Poczułam się jak małe dziecko z nową zabawką. Na szczęście nigdzie się nie spieszyliśmy, wiec spokojnie mogłam fotografować każdą oszronioną roślinkę. Pogoda była wręcz idealna na zdjęcia. Słońce mocno świeciło, mróz osiadł na ziemi, czuć było spokój. Szliśmy przed siebie, wzdłuż szeregowych domków, zmarzniętych roślin. Ten dzień był idealny bo nawet ludzi i samochodów jakby było mniej na ulicach. Jak to Wiktor mówi: "wszechświat nas kocha" i wszystko układa tak by było nam dobrze.
 
 
Szliśmy przed siebie i dużo rozmawialiśmy. Jednym minusem tego dnia było to, że wstąpiliśmy na kawę do kawiarni. Choć może, minus, to za dużo powiedziane a to dlatego, że było bardzo miło. Usiedliśmy sobie przy oknie, z dala od innych klientów, gdzie przez szybę padały na nas oślepiające promienie słońca. My rozanieleni, wspominaliśmy sobie poprzednie wakacje, wybieraliśmy kierunki na następne podróże i po prostu przyjemnie spędzaliśmy czas.
 
Wróciliśmy do domu, zjedliśmy obiad, przegadaliśmy kolejne długie godziny i nawet nie wiem jak dzień szybko zleciał. Zapakowałam tylko prezenty świąteczne, nałożyłam maseczki na twarz, wzięłam długą kąpiel i przeczytałam kilka stron książki.
 
Podsumowując ten dzień, to bardzo się cieszę z niego i mam nadzieję na więcej dni offline. Bardzo, ale to bardzo oczyszcza się myślenie na pewne tematy, zdajesz sobie sprawę, że nie ma nic ważniejszego jak bycie tu i teraz. Wiem, że to takie oklepane stwierdzenie. Jednak bardzo prawdziwe i na czasie. Tak czas może być dobry na robienie czegoś co kochamy, a na co nie mamy czasu, np. czytanie książek, scrapowanie, fotografowanie. Wiem też, że uwielbiam czas spędzony razem z mężem i jak podłapuje ode mnie niektóre pomysły, nawet te najdziwniejsze. Na koniec dnia podziękował mi za ten dzień. I to jest chyba najlepsza nagroda, choć na żadną nie liczyłam.
 
Mamy w planach aby częściej odłączać się. Od wszystkiego. Polecam Wam takie wolne dni. A może już ktoś spędził tak dzień? Piszcie w komentarzach bo jestem bardzo ciekawa. I powodzenia!

2 komentarze:

  1. Fajny dzień mieliście:) Co to za ptaszek na drzewie, papuga?
    "Mniej" mam na swojej liście "do przeczytania", póki co przeczytałam cały blog autorki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w Londynie latają papugi. Te akurat są z pobliskiego parku.

      Usuń

Dziękuję bardzo za twój komentarz.

xoxo, Basia