niedziela, 19 czerwca 2016

Co mi wyszło w życiu

Niedziela. Jest 8.31. Właśnie czekam aż wyrośnie mi ciasto drożdżowe, zresztą moje pierwsze w życiu. Ciekawe czy mi wyjdzie.
Wyjdzie lub nie. Zawsze warto próbować, bo właśnie w tym próbowaniu jest największa frajda, największy fun.
Siedzę na kanapie i myślę co mi w życiu wyszło. O tym co nie wyszło nie jest warto wspominać, było minęło, uczę się na błędach. Lepiej jest myśleć o tym co się udało, spełniło i co jeszcze czeka na realizację.

Co mi wyszło w życiu

Wyszedł mi mąż, partner życiowy. Dobry człowiek, który jest zawsze w potrzebie, który mnie kocha bezwarunkowo, który pomoże, wysłucha i przytuli.
Wyszedł mi wyjazd do Londynu. Mimo, że pod naciskiem innej osoby, to dzięki temu nauczyłam się wiele, obudziłam się ze snu bycia wieczną dziewczynką, taką nieodpowiedzialną i infantylną.
Wyszła mi rodzina. Mimo wielu wad i problemów każdej z osób, to wiem, że mogę na nich liczyć. I tęsknią za mną i życzą mi dobrze.
Wyszły mi wszystkie nowe potrawy. Najlepsze, to te, robione pierwszy raz, które lądowały później na blogu. Większość robiona z dostępnych składników w kuchni, z resztek zostawionych po innym posiłku, te na szybko robione i te bez większych przygotowań.
Wyszło mi mieszkanie (wynajmowane) w Londynie. W genialnej okolicy, cichej, blisko znajomych, ze spokojnymi sąsiadami.
Wyszły mi moje marzenia, o podróżach, o życiu, o pracy również. Bo marzyć zawsze warto i wypowiadać je na głos, bo może ktoś usłyszy :)
Wyszły mi podróże w nieznane. Skrupulatne odkładanie pieniędzy, odmawianie sobie dupereli zaowocowały niesamowitymi wycieczkami, z których pozostaną wspaniałe zdjęcia i wspomnienia.
Wyszła mi dobra relacja z Tatą. To takie niesamowite mieć dobry kontakt z rodzicami.
Wyszła mi relacja z siostrzenicą. Ma we mnie oparcie, miłość bezwarunkową i pomoc, a w zamian dostaję mnóstwo uścisków i buziaków, laurek z wyznaniem miłości i pięknymi rysunkami. A najwspanialsze jest widzieć w jej oczach to coś, gdy odbieram ją ze szkoły i biegnie w moim kierunku by wskoczyć mi na ręce.
Wyszły mi wyjazdy do Polski. Te do Taty na wieś, do dziczy. Te do Lublina, do Mamy i Babci. Zawsze miło wspominam i tęsknie cholernie.
Wyszły mi wszystkie zakupy książek, które przytargałam do Londynu by czytać i chłonąć wszystko co dobre i co ważne. Z każdej wynoszę mnóstwo pozytywnych i wartościowych słów.
Wyszły mi zakupy w sklepach odzieżowych. Już nie kupuję co tylko mi się spodoba, kupuję potrzebne i dobre jakościowo przeczy.
Wyszła mi na dobre zmiana muzyki. Słucham więcej relaksujących i spokojnych melodii. Przez to jestem bardziej wyciszona, co według mnie jest bardzo ważne przy takim trybie życia i miejscu, w którym mieszkam. Te umcyk umcyk też czasem się przewiną przez youtuba.
Wyszła mi aktywność fizyczna. Lubię ćwiczyć w domu, biegać po parku. Po wysiłku czuję się mega fantastycznie. Wiem, że to pomaga mojemu ciału, umysłowi. Czasem motywacja spada i nic się nie chce, ale to nie powód do załamywania się.

...i wiele innych rzeczy mi w życiu wyszło, a Tobie?





2 komentarze:

  1. Bardzo fajny post, mocno inspirujący i powoduje, że sama się zatrzymuje i myśle:) Możesz Basiu być z siebie duma z tego co Ci w życiu wyszło:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło mi to słyszeć. Dziękuję za miłe słowa.

      Usuń

Dziękuję bardzo za twój komentarz.

xoxo, Basia