piątek, 8 listopada 2013

Szlakiem kulinarnym przez Warszawę - Prasowy

Pamiętacie rozcieńczone kompoty na szkolnej stołówce?
Pamiętacie górę ziemniaków, pod którą chowało się niezjedzone mięso?
Albo 
uwielbiane przez wszystkich naleśniki i kluski z truskawkami ?

Ja pamiętam to doskonale i nawet czasem tęsknie za tymi latami. A w tym miejscu wszystko mi się przypomniało.




Prasowy - bar mleczny

Adres: ul. Marszalkowska 10/16
           00-590 Warszawa

Będąc w Warszawie nie planowaliśmy odwiedzać tego miejsca. Zupełny przypadek, ale za to jaki miły. Trafiliśmy na ten bar mleczny idą z Charlotte w stronę restauracji Bułkę przez Bibułkę. Zobaczyłam z daleka tłum ludzi stojących w kolejce. Podeszliśmy bliżej i okazało się, że ta kolejka mężczyzn w garniturach i pięknych kobiet w garsonkach stoi właśnie do baru mlecznego. Byłam w szoku. Obrazek jak za komuny, gdy ludzie czekali godzinami po jedzenie lub papier toaletowy. Musiałam dowiedzieć się dlaczego aż tak usilnie oni chcą się tam dostać. Stanęliśmy więc w tej długaśnej wężowej kolejce. Po lewej stronie siedziała młoda dziewczyna za kasą i zbierała zamówienia. Poprosiliśmy o naleśniki z serem a do tego kompot. Zapłaciliśmy około 8 zł. Z kwitkiem czekaliśmy w następnej kolejce do okienka po odbiór naszego posiłku. 



 Wnętrze było świetne. Mogłabym powiedzieć, że to był nowoczesny PRL. Białe płytki na ścianach. Tak bardzo sterylnie. Naklejka w czerwoną kratkę imitującą obrus na stolikach. Stara kasa stojąca na oknie. Czerń i biel. Bardzo mi się podobało. Wszystko to dopełniał boski zapach wychodzący z kuchni.



Stołowali się tam młodzi i starzy. Bogaci i biedni. To nie miało znaczenia, bo jedzenie musiało być naprawdę smaczne. 


Pan krzyczy: naleśniki z serem proszę!! 
Ja: O! To chyba nasze.


Siedliśmy w drugiej sali przy ogromnym drewnianym stole. No i próbujemy. Spróbowałam kęsa naleśnika. O boże jakie dobre! Takie jak mojej babci. To był smak z dzieciństwa, ze szkoły, z wakacji nad jeziorem. Naleśniki były tak bardzo słodkie, że gdyby nie ten kompot to chyba nie dalibyśmy sobie z nimi rady. Szkoda, że zamówiliśmy tylko to, ale byliśmy już po obfitym śniadaniu a chcieliśmy wstąpić jeszcze do innego miejsca.

Nigdy nie widziałam, żeby ludzie tak rzucali się na zamówione dania. Faceci w gajerkach biegli jak oparzeni żeby tylko jak najszybciej dostać swój talerz pełen pierogów z mięsem, ruskich lub gołąbków. Widziałam ich uśmiech na twarzy oraz radość w oczach. To było piękne.

Co zamówiliśmy?

1. Pierogi z serem na słodko (6 zł)
    2 sztuki, posypane cukrem pudrem.

2. Kompot (1,5 zl)



Chciałabym Wam jeszcze przypomnieć o poprzednich wpisach na temat warszawskich miejsc godnych polecenia. 

Byłam w:
1. Hala Koszyki
2. Charlotte 
3. SAM 
4. Bułka przez Bibułka
5. Mąka i Woda

I jak? Byliście w którymś z tych miejsc? Smakowało? Podobało się?



1 komentarz:

  1. Świetny blog, naprawdę ciekawy, oryginalny i jak dla mnie inspirujący :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za twój komentarz.

xoxo, Basia