sobota, 15 czerwca 2013

Italian breakfast

Chyba czas na kolejną porcję wiadomości z ostatniego wyjazdu do słonecznej Italii. 



Niestety tym razem pogoda nam nie dopisała. Zaledwie dwa razy byłam ubrana w kostium gotowa do opalania, ale niestety silny wiatr, który zresztą towarzyszył nam przez cały pobyt, zmienił nam szyki. Zaledwie  5 godzin byłam na słońcu wygrzewając się. Było to przeważnie rano podczas typowo włoskiego śniadania, czyli kawy i ciastka. To był nasz codzienny rytuał. Ciepłe caffee latte  i bomboloni (pączek z waniliowym kremem w środku). Bomboloni nas zachwyciło. To miękkie, bardziej żółtawe ciasto niż pączek w polsce i jedwabisty, bardzo delikatny budyniowaty krem w środku - to mistrzostwo świata! Nigdy nie jadłam lepszego. Do tego posypany był drobno zmielonym cukrem. 





Rano w tym samym miejscu, przy tym samym stoliku w restauracji na plaży w Follonice. Kojący szum morza i odgłosy mew. Nie przeszkadzał nam wtedy ani wiatr, ani brak słońca, czy nawet deszcz. Ważne było "TU I TERAZ". To był nasz  i tylko nasz poranny rytuał. Sami, w dobrych nastrojach szliśmy właśnie tam. Cudowne były te długie rozmowy, a czasami nawet po prostu cisza. Świetnie czuliśmy się w naszym towarzystwie, rozumieliśmy się bez słów. Nigdzie się nie spieszyliśmy, nigdzie nie pędziliśmy. To był czas tylko dla nas. 

Nigdy nie zapomnę tych paru dni. Pełen spokój i relaks. 



  * zdjęcia mojego autorstwa




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję bardzo za twój komentarz.

xoxo, Basia